10/28/2014

Co z tą modą?

Prawdopodobnie nie jest to dla was szok, ale jestem nieco opętana jeżeli o modę chodzi. Jest to bez dwóch zdań zainteresowanie, które przyszło w pakiecie "sztuka" tak samo jak grafika, rysunek czy teatr. Uwielbiam obserwować wybiegi, wpatrując się tępo w modelki i materiały, które ruszają się w rytm ich kroków. Cudo! 
Vogue.com to moja strona startowa, więc kiedy tylko zaczynają się sprawozdania z najnowszych kolekcji, jestem uzbrojona w herbatę i gotowa do zadania. Przeglądam partiami zdjęcia z wybiegów, uśmiechając się do siebie i krzywiąc na przemian. Cóż, moda to taki świat, w którym na pewno nie brak bezsensów i szkaradnych...kreatur.
Chciałabym podzielić się z wami moimi faworytami na wiosnę 2015. Ku mojemu rozczarowaniu, co sezon goszczą w nich podobne nazwiska...czyżbym była nudna i ograniczona? Cóż, postaram się z tym pogodzić.

Michael Kors
Kors odebrał mi głos (podeślę mu ten slogan). Przy niektórych kreacjach piszczałam wewnętrznie niczym typowa głupiutka nastolatka nieopodal chłopaka, który jej się podoba, ale...jak ktokolwiek mógłby mieć mi to za złe?! Majkel pokazał kolekcję, która jest niesamowicie kobieca i po prostu pełna wdzięku. Cieszę się, kiedy widzę zestawy, które nie niszczą sylwetki ani proporcji, co się niestety BARDZO (kurczę) często zdarza ostatnio. Mam wręcz (kurczę) wrażenie, że robienie z siebie dziwnego klocka/trolla/krasnoluda z Władcy Pierścieni jest teraz w modzie. Całe szczęście Kors się temu nie poddał i te cuda są tu z nami! Jest elegancko, skromnie z klasą no i bardzo świeżo, bo te płaskie, urocze buty wyglądają na modelkach na bardzo wygodne.

Chloe
Klasa sama w sobie! Wielkie kieszenie przywodzą mi na myśl płaszcze, które w latach trzydziestych (jestem prawie pewna, ale...no wiecie) szyto, by oszczędzić kobietom noszenia torebek (pięknych, pikowanych torebek Chanel - cóż za zniewaga!). Te lekkie, zwiewne, duże koszule kojarzą się z westernami, a długie spódnice połączone z butami na wysokim obcasie z moją mamą, która przychodziła po mnie do przedszkola...
Chloe, znani także jako twórcy jednego z moich ulubionych zapachów, nie pokazali niczego nowatorskiego, ale i tak każdy element ich kolekcji jest niezwykły i niepowtarzalny. Jak to się dzieje, sama nie jestem pewna...Na pewno jednak w tym tkwi sedno ich sukcesu. Widząc tak ubraną kobietę na ulicy obejrzałabym się za nią, ale nie nazwałabym ofiarą mody. To piękne kreacje, a za dwie pierwsze spódnice dałabym sobie wydepilować brwi. I może nawet utlenić włosy.

Nina Ricci
 Dla mnie to "nowe lata 40.", ale pewnie ktoś mnie poprawi. Mam bowiem wrażenie, że twórca gdzieś się zagubił i połączył ze sobą lata dwudzieste, trzydzieste, czterdzieste i nawet pięćdziesiąte. Chyba zostanę jednak przy pierwszej wersji...Nie wiem jak wy, ale ja mam wrażenie, że Coco Chanel bardzo spodobałaby się ta kolekcja.

Sonia Rykiel
Kiedy jako dzieciak z podstawówki zobaczyłam jej kolorową, luźną kolekcję w jakimś kobiecym piśmie (lubiłam rysować po twarzach modelek), zwątpiłam. Miałam wtedy pewnie około dziesięciu/jedenastu lat i nie wiedziałam, że za kilka wiosen będę szukać po second-handach rzeczy, które choć trochę przypominają ubrania z jej kolekcji. Zawsze oglądam jej pokazy wzdychając i naprawdę - NAPRAWDĘ - znalazłam może cztery rzeczy, których RACZEJ bym nie kupiła. Gdybym wygrała w totka, prawdopodobnie wykupiłabym Sonię Rykiel na własność.
Te kombinezony i krótkie sukienki, które zobaczyłam na stronie Vogue'a są tak piękne, że mogłabym polizać monitor (może dlatego umierają mi piksele). Połączenie "jakbymęskich" swetrów ze spódnicami, spodniami od damskiego garnituru, duże kamizelki, płaszcze no i te kolory...brałabym od razu i nosiła przez kolejne pięćdziesiąt lat. Ostatni z kompletów, które wybrałam, to geniusz dla mnie równy z twierdzeniem Pitagorasa. Teraz znajdę w lumpie/uszyję takie coś z cekinów i mogę planować strój na sylwestra...!

Dior
Dior jak to Dior - coś mi mówi, że być musi. Te buty są co prawda jakimś koszmarem, który nie chce się ode mnie odczepić (wyglądają jak góralskie skarpety, na które przedszkolak przykleił błyszczonce świecidełka), ale wybaczam. Wybaczam, bo cała kolekcja jest bardzo przemyślana. Na pierwszy rzut oka dużo "szpitalnych fartuchów" i "płaszczy czarownicy ze Śpiącej Królewny", ale materiały idealnie opływają ciała modelek i dają wrażenie pięknej, eleganckiej kobiety. Te ubrania po prostu współgrają z ciałem i to, jak mi się wydaje, nie tylko wieszakowatych pań. Przynajmniej nie wszystkie. Jedynym wymaganiem mógłby być wzrost takiego właśnie "wieszaka", bo długości są dosyć kłopotliwe...Ale po cos wynaleźli obcasy.

Undercover
Powiem tak - wow, magia. MAGIA. Sama nie wiem, jak to określić, ale gdybym posiadała coś w stylu tej kolekcji, oprawiłabym to w ramkę i powiesiła nad łóżkiem. Te stroje są autentycznie bajkowe. Nie da się uchwycić tego w czterech zdjęciach, więc radzę poszukać całości. Niezwykłe doznania gwarantowane. Oglądając to czułam się jak w innym świecie...Najlepsze jest to, że te rzeczy wyglądają jak małe dzieła sztuki, ale nie strach w tym wyjść na ulicę.


A jak z wami, drodzy państwo? Co z tą modą?

10/22/2014

Inspiracje II




Tak, tak. Znów ten pusty post. Dużo mam jednak pracy i dużo snu mi teraz potrzeba, więc pisać i tworzyć jest ciężko. Szukajac inspiracji nieco się odprężyłam. No i...wszystkie są jesienne. Wow. Kto by się spodziewał? Nie ja.
Jestem osobą, która dostaje palpitacji serca ze szczęścia, gdy czuje, że zbliża się jesień i zima. Gdy nadchodzą, świętuję ten fakt tak długo, aż nie przyjdzie wiosna (wtedy świętuję nadejście wiosny i lata, bo je też kocham...). Aktualnie więc skupiam się na wszystkim, co jesienne. Uwielbiam te przytulne, ciemne dni. Naprawdę. Zakładam na siebie tysiąc swetrów i szali, piję niezliczone litry herbaty i czytam wszystko, co wpadnie mi w ręce. No i jesienne kolory...jedyne w swoim rodzaju. Moje ulubione - ciepłe i złociste. Jesienią też wszytsko jest jakieś smaczniejsze i ładniej pachnie. Myślę, że dzięki tej miłości do tego okresu w roku jakoś udaje mi się przezwyciężyć "jesienną depresję" i fakt, iż brak nam słońca. 

Mam też do was pytanie - znacie może jakiś dobry, sprawdzony przepis na kruche lub owsiane ciastka? Mam na nie straszną ochotę!

10/14/2014

Wychciewajki na jesień



  1. Gruby, ciepły szal. Najlepiej komin, bo tak najwygodniej. I najlepiej kolorowy i wzorzysty, gdyż zwykłam smutno nosić smutne ciemne, jednolite płaszcze.
  2. Termos zamiast kubków termicznych, z którymi jakoś się nie dogaduję. Ciepła herbata lub kawa w okresie jesienno zimowym jest bowiem niczym jankekandle na szafce blogerki - niezastąpiona i absolutnie masthef!
  3. Poduszki, bo przeprowadzona przeze mnie renowacja pokoju tak jakby jeszcze nie dobiegła końca, a moje łożko wygląda pusto i samotnie. Przydałoby mu się towarzystwo w postaci poduszek, na które będę klnęła i które i tak będę rzucać na nie bez ładu i składu.
  4. Notatnik - bo głupia wierzę, że w końcu zacznę go prowadzić.
  5. Gruby i ciepły cardigan i sweter w jakichś neutralnych odcieniach, żebym mogła szaleć z koloram, wzorami i biżuterią pod spodem i nie wyglądać jak sylwestrowe fajerwerki.
  6. Czarne Martensy. Od kilku dobrych lat noszę wiśniowe i przyznam, że pomysł z tym kolorem nie był specjalnie trafiony. W tym roku z ciężkim sercem powiem nie kolorkom i kwiatowym wzorom i sięgnę po czarne. O ile mój chłopak nie uzna, że nie może się publicznie pokazywać z laską, która ma takie same buty, jak on...(Uwaga od autorki: 60% moich butów są męskie lub dziecięce)
  7. Grube skarpety w dziwne wzory. Nadeszła jesień, a wraz z nią sezon na grę kto ma najgłupsze skarpetki. Nie mogę zostać w tyle, tym bardziej, że jestem wierną fanką podkolanówek. Te ze zdjęcia sa obłędne, ale też niedostępne dla takiego niżu społecznego.
  8. Duży, barokowy naszyjnik, bo tego typu biżuteria jest moją ulubioną, a mimo to prawie w ogóle jej nie posiadam...(bez pytań, proszę). Taki naszyjnik ceną pewnie zwali mnie z nóg, ale może warto raz wyjąć węża z kieszeni i zrobić sobie prezent?

A jakie wy macie wychciewajki na tą jesień (której połowa, swoją drogą, już minęła...)?

9/29/2014

Co z tą Zuzą?

Wydarzenia ostatnich dni wywołały u mnie dziwny, refleksyjny stan. Ze wszystkich sił staram się nie wpaść w handrę i wciąż szukać dobrych stron. Próbuję zachowywać się jak dorosła i patrzeć z dystansem na wszystko to, co dzieje się wokół...I choć jest mi trudno jak cholera, robię co mogę i uśmiecham się do siebie.
Przez to wszystko po głowie zaczęły chodzić mi myśli związane ze mną samą. W momencie, kiedy po raz setny obwiniałam się za wszelkie zło świata doszło do mnie, że...mam prawo być szczęśliwa i mam prawo myśleć tylko i wyłącznie o sobie raz na jakiś czas. Być może za długo stawiałam siebie nisko w hierarchii. Wiedziałam, że poczucie własnej wartości przebijało się czasem przez moje myśli, ale tłumiłam je dzielnie, wierząc, że tak własnie powinno być, bo nie chcę być zapatrzoną w siebie smarkulą.
Ale przecież nie jestem i nie będę. W moim życiu następuje przełom, więc wierzę, że dam sobie z tym radę i wszystko będzie jeszcze lepiej niż było. Uda mi się to, bo jestem mądrą, sprytną i miłą osobą, która nauczyla się usmiechać, kiedy patrzy w lustro.
Okazało się też, że nie potrzebuję akceptacji całego globu na to, by odkaszlnąć. Przez długi czas moim głównym celem było zdobycie sympatii wszystkich, ale to oczywiste, że nigdy mi się to nie uda. Choćbym nie wiem, jak się starała. Być może najważniejsza jest grupka zaufanych znajomych, a nie chmary ludzi, których imion nie pamiętasz. Jestem pełnowartościową osobą sama w sobie i nie potrzebuję nikogo, by dobudowywał mi pewność siebie

Tak więc ironicznie nieprzyjemne wydarzenia sprawiły, że bardziej polubiłam samą siebie. Ta niewysoka, szczupła osoba z mysimi włosami, dziwną obsesją na punkcie ubrań i ze szkocownikiem pod pachą stała się mi bliższa. I w końcu Zuza między ludźmi i Zuza sama ze sobą jest tym samym człowiekiem.




9/18/2014

Ołówkowe damy II

Szkoła się zaczęła, a ja jestem cała w skowronkach! Wszystko idzie dobrze, a jeżeli pójdzie jeszcze lepiej już niedługo będę się przygotowywać do wymiany z Hiszpanią! Cały świat mnie cieszy.
A co u was? Jak mijają pierwsze tygodnie roku szkolnego i jesieni?







8/27/2014

Halo, baza?

Czy ktos zauwazył, że zniknęłam? Przepraszam, czy ktoś widział mnie może na sali?
Wakacje były tak zabiegane, że nawet nie zauwazyłam, kiedy zaczeły się kończyć. Nie mam z tym absolutnie żadnego problemu, ale przyznam, iż nie mam pojęcia jak poradzę sobie ze szkolnym spokojem. To będzie za duży szok...
A tutaj pełno zajęć, plaża, Londyn, koncerty, nasz kochany kraj (!)...I jakże się z tym rozstać?


















Zdjęć niestety niewiele, ale to wina braku aparatu. A na nowy pocczekam jeszcze chwilę :D

7/16/2014

Jak to jest być bajkopisarzem.

Ostatnio, idąc sobie spokojnym spacerem przez miasto (o ile można tak nazwać miejsce mojego zamieszkania), myślałam o tym, jaki niewiarygodnie zdolny ze mnie bajkopisarz. Nie mówię tu o kłamstwie rzecz jasna, bo w tym każdy z nas jest w pewnien sposób mistrzem, ale o snuciu niezwykłych planów na przyszłość. Otóż, według mojej głowy będę miała na własność nie tylko starą kamienicę w jednym z naszych pięknych, polskich miast, ale także drewniany domek na Mazurach (no i moze jeden w Bieszczadach), dom we Florencji i nad morzem, mieszkanie w Londynie, gdzieś w karajach skandynawskich (jeszcze się nie zdecydowałam), około piętnasu znalezionych przeze mnie w czasie pieszych wędrówek palaców, może nawet jakiś średniowieczny zamek i kawalerkę w Warszawie, Wrocławiu i Poznaniu, gdyby w dwóch poprzednich było mi niewygodnie. Do tego doliczmy kawiarnię (na którą mam swój własny, wyśniony pomysł), kwiaciarnię, sklep z czekoladą i około 104 fundacji, dom dziecka, galerię sztuki, agencję reklamową, wytwórnie filmową i wydawnictwo...

W zasadzie, wedlug moich planów powinnam być Meryl Streep.

Czasem ze smutkiem przyznaję rację racjonalnemu myśleniu i z jękiem dochodze do wniosku, iż niewiele naprawdę mogę zrobić. Marzyć nikt mi nie zabroni. Wielkie sny to jednak coś innego niż te małe, do których spełnienia niewiele mi potrzeba. Wystarczy trochę pracy, odwagi lub pieniędzy.

1. Dostać się na wymarzone studia i jednocześnie przenieść się do większego miasta. Mówimy tutaj o polskich miastach, gdyż nieszczególnie ciągnie mnie do studiowania za granicą. Należę do tych "raczej bystrych" osób, więc pokładam pewne nadzieje w swojej edukacji...takie malutkie, ale pokładam. Szkoła to moja przepustka do nieco większego (bardziej przerażającego) świata, o którym gdzieś tam sobie marzę. Jestem taką towarzyską i zmyślną osobą, że mam wrażenie, iż jakoś sobie poradzę...Albo zginę, ale o się nazywa selekcja naturalna.

2. Choć raz pofarbować włosy na jakiś niezwykły kolor. Nie chcę pstrokatych zieleni czy turkusów. Wystarczyłby mi śliwkowy, delikatny fiolet. Moje włosy aktualnie mają naprawdę ładny kolor, sa długie i zadbane, ale jestem niesamowicie ciekawa, jak to jest mieć włosy w jakimś nietypowym kolorze. Hmmm...czy będę musiała zmienić całą garderobę, żeby ich barwa zawsze pasowała mi do sukienki...?



3. Mieć czas dla bliskich osób. Aktualnie moje otoczenie to jedyne otoczenie, jakie znam. Kocham ludzi wokół mnie, nie chciałabym stracić przyjaciół i chłopaka (z rodziną to naturalnie inna historia). Wiem, że świat będzie się dla mnie przez najbliższe lata stale zmieniał. Na razie jednak wiem, co to znaczy radosna przyjaźń i młodzieńcza miłość. Jestem tym typem osoby, który potrzebuje ludzi, nie zawsze, ale jednak...Pomimo okresowych potrzeb związanych z byciem sam na sam ze swoimi myślami. Potrzebuję ludzi, a samotności boję się jak najgorszych katastrof. Dlatego mam w planach zawsze mieć czas na przyjaźń i miłość, żeby żadnych uczuć nie zatracić w krzątaninie.




5. Mieć tatuaż. No tak tak, wiem - co druga nasolatka tak mówi. Zawsze skrycie o tym marzyłam, ale nie mówiłam o tym głośno. Może coś w tym jest? Przecież tatuaże nie muszą być wielkie i wulgarne ani kiczowate. Gdybym fakyczne zdecydowała się w 100%, że chcę tak ozdobić skórę, chciałabym mieć gdzieś napisany prostymi literami cytat z mojej ulubionej książki lub wiersza. Na pewno po polsku, nie ma innej opcji. 

4. Mieć swój własny kawałek podłogi. To krótkie marzenie. Po prostu chcę mieć pewnego dnia coś własnego, gdzie będzie miejsce dla mojej kolekcji książek, świeczek i szkicowników. Tam będzie moje miejsce, tam wszystko będzie po mojemu. Taki mały świat, który zbuduję sobie sama.



5. Ubierać się tak, jak będę miała ochotę. Mam po prostu nadzieję, że niedługo znajdę swój osobisty styl i będę mu wierna. W końcu przylgnie on do mojego nazwiska i twarzy. Aktualnie znam go tylko częściowo, nie jestem go jeszcze pewna, a on chyba mnie nie lubi. Mimo to nie poddaję się.

6. Nauczyć się piec idealne ciasto czekoladowe. Uwielbiam czekoladę...taką deserową, cieżką, gorzką i intensywną. Do listy moich marzeń zalicza się umiejętność pieczenia wyśmieniego (dla mnie!) ciasta o silnym smaku czekolady i ciemnym kolorze, którym to będę się chwalić i dumnie nazwę "ciastem Zuzanny"




7. Podróżować. Bez luksusów, bez wydawania zbędnych pieniędzy. Z aparatem, szkicownikiem, najlepszymi przyjaciółmi i kochaną osobą. Chcę zobaczyć całą Polskę, potem Europę i powoli iść dalej. Przeżywać przygody, przyglądać się wszystkiemu, wymyślać po drodze niesamowite historie i napawać się wolnością. Spędzać lata na ogniskach, koncertach, festiwalach, pływaniu w jeziorach, wąchać kwiaty i rozmawiać z ludźmi. Chcę żyć po swojemu i myśleć w inny sposób niż świat oczekuje. 
Po prostu mam nadzieję, że moje życie będzie takie, jak mój aktualny mały świat - dziwne, nieco zabiegane, pełne przyjaznych ludzi, butów i muzyki. 



A wasze przyziemne marzenia?
__________________________________
Jak zwykle nie znam źródeł, gdyż zapozyczyłam sobie zdjecia z tumblra. Nie przypisuję ich sobie w żadnym wypadku! Gdyby ktoś z was wiedział, skąd dokładnie pochodzą, byłabym wdzięczna...